Babalu – jesz, ile chcesz

Babalu to pierwsza restauracja typu „płacisz i jesz, ile chcesz”. W sumie jedna z niewielu takich na terenie Warszawy. Lokal znajduje się na Pradze Północ, dokładnie przy ulicy Kłopotowskiego 33.

Wstąpiłam tam tak naprawdę zachęcona nie tylko formą serwowania dań, ale i łatwym dojazdem –  praktycznie pod samą restaurację dojechać można II linią metra.

Wcześniej też odwiedziłam oficjalną stronę internetową restauracji. Podane są na niej wszelkie szczegóły oferowanego menu. Każdy dzień zaskakuje inną tematyką i nowymi smakami. Poniedziałki są idealne dla miłośników sznycli i typowo polskich kotletów schabowych. We wtorek można wybrać się na grillowane ryby, środa i niedziela to dzień francuskich naleśników. W czwartek specjalnością są dania meksykańskie, przede wszystkim buritto i fajitas. W sobotę odbywa się zaś degustacja sushi. Co więcej, raz na jakiś czas organizowane są specjalne wydarzenia kulinarne.

Do Babalu można przybyć na Dzień Włoski, typowo Polski, Weekend Dań z Wołowiny albo dania z owoców morza (raz w miesiącu organizowany jest Festiwal Muli i Krewetek).  W grudniu specjalne atrakcje zapowiedziano dla dzieci (najmłodsi goście mogą zawsze korzystać z kącika zabaw), goście mogą przybyć też na Biesiadę Wigilijną.

Ile zapłacimy za taką przyjemność? W tygodniu wejściówka kosztuje 30 złotych i upoważnia do spędzenia w restauracji 3 godziny. W weekendy zapłacić zaś trzeba 40 złotych. W dni specjalne wejściówka kosztuje 45-55 złotych.

Ja wybrałam się do Babalu w dzień powszedni. W środku nie było wielu gości, ale biorąc pod uwagę, że sala restauracyjna jest spora, i tak nie było źle. Zapłaciłam 30 złotych, zamówiłam wodę z cytryną (napoje są dodatkowo płatne) i udałam się do części, w której wystawione są wszystkie potrawy. Jest ich naprawdę szeroki wybór. Dwie zupy, mniej więcej 10 różnych dań, owoce, warzywa, surówki, rozmaite sosy, desery.

W lokalu króluje samoobsługa. Funkcjonuje tu kącik z zastawą stołową, na talerze nakłada się dowolną ilość potrawy. Do części gastronomicznej można podchodzić dowolną ilość razy. Nakładamy tyle, ile przez trzy godziny zdołamy zmieścić w naszych brzuchach. Dodatkową atrakcją jest stanowisko kucharza, który „na gorąco” przygotuje dla nas naleśnika lub danie z woka. Przy tym stanowisku odbywa się też degustacja sushi w niedzielę.

A jak z samą jakością dań? Babalu nie jest wykwintną restauracją, ale wcale taką ma nie być. Smak potraw jest podstawowy. Nie zachwyca, ale nie można też stwierdzić, by jedzenie było niedobre. Dania, które mają być gorące, takie są. Jeśli tylko zabraknie jakiejś potrawy, szybko jest dokładana. Jeśli ktoś liczy na wyjątkowe doznania kulinarne, może się nieco rozczarować. To lokal raczej dla tych, którzy lubią porządnie się najeść i spróbować różnych dań podczas jednej wizyty. Cena wejściówki jest tego zdecydowanie warta.

Ja na pewno jeszcze kiedyś tutaj wrócę. Wybiorę dzień festiwalowy. Kuszą mnie mule i krewetki oraz degustacja sushi. Zabiorę ze sobą przyjaciół, bo 3 godziny to optymalny czas na wspólny obiad czy kolację. Tym bardziej, że do restauracji można zadzwonić i zarezerwować stolik na daną godzinę. Podobno w weekendy może być trudno o wolne miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *