Manekin

Jestem fanką naleśników. Lubię te przyrządzone na słodko, ale także wytrawne, z dużą ilością dodatków. O ile prosty naleśnik z serem białym czy nutellą nie jest dla mnie wielkim wyzwaniem do upichcenia w domowej kuchni, to czasem mam jednak ochotę na jakiś bardziej wyszukany placek. Wtedy moje myśli zaczynają krążyć wokół ulicy Marszałkowskiej. Właśnie tam, dokładnie pod numerem 140 mieści się Manekin. To jedna z najlepszych naleśnikarni nie tylko w Warszawie, ale również w całej Polsce, bo należy tutaj wspomnieć, że Manekin swoje lokale posiada we wszystkich większych miastach naszego kraju.

W Manekinie można zamawiać naleśniki różnego rodzaju. Każdy znajdzie tu swój smak, bo oferta zawiera kilkadziesiąt pozycji. Za najtańszego zapłacimy 10 złotych, ten najdroższy to wydatek rzędu 19 złotych.

Karta menu podzielona jest zgodnie z typami naleśników. Z tych wytrawnych najbardziej lubię naleśniki meksykańskie, z kozim serem, kurkami i kaszą jęczmienną oraz hummusem i marynowaną marchewką. Z tych słodkich wybieram najczęściej naleśnika z marakują, masłem orzechowym i bananem albo malinami i mascarpone. Często dobieram sobie do nich sos karmelowy lub czekoladowy.

Moja córka jest za to fanką naleśników wieloziarnistych i orkiszowych. Zazwyczaj wybiera z tuńczykiem i kukurydzą. Uwielbia też robione tam pancakes czekoladowe – z jagodami i białą czekoladą lub oreo i truskawkami.

Mąż jest natomiast miłośnikiem naleśników zapiekanych z serem i najczęściej zamawia te z szynką dojrzewającą i brokułami. Lubi też tagliatelle naleśnikowe, wybiera takie z łososiem grillowanym albo suszonymi pomidorami, rukolą i serem corregio.

W karcie menu Manekina znajdują się też zupy. Osobiście próbowałam krem z ogórków kiszonych, krem z soczewicy oraz tradycyjny żurek w chlebie – wszystkie to poezja smaków. Niebawem skosztuję jeszcze żółty krem z warzyw, bo wiem, że cieszy się w tym lokalu ogromną popularnością.

Jeśli ktoś ma ochotę na lekką sałatkę, to polecam tę z łososiem grillowanym albo z indykiem i serem pleśniowym. Wiem, że mają też typową grecką i z kurczakiem w sosie balsamico.

Co ciekawe, Manekin serwuje też alkohole – to świetne rozwiązanie, kiedy do wytrawnego naleśnika można zamówić lampkę wina. Mnie jednak najbardziej cieszą wyrabiane na miejscu napoje autorskie. Córce zamawiam zwykle sok ze świeżych owoców. Sama próbowałam też sok ze świeżego szpinaku i pomarańczy oraz lemoniadę na gorąco z malinami. Wszystkie propozycje bardzo mi smakowały.

Dlaczego tak często zaglądam do Manekina? Zwabiają mnie tutaj oczywiście nieziemskie smaki naleśników i autorskie propozycje szefa kuchni. Nie da się jednak ukryć, że ogromną zaletą lokalu jest lokalizacja – ulica Marszałkowska to przecież ścisłe centrum Warszawy (drugi Manekin mieści się na Placu Konstytucji). Atutem są też niewygórowane ceny i menu, którym zachwycam się nie tylko ja, ale i moje dziecko. Pamiętajcie jednak, by zarezerwować wcześniej stolik – w weekend może być ciężko o taki i może okazać się, że będziecie stać w długiej kolejce.

Jedno przemyślenie nt. „Manekin”

  1. Za wsze jest beka ze stojących pod manekinem. No bez jaj komu chce się stać tylko po to żeby jeść w biegu bo ktoś Ci nad głową XD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *